korpo

Czy korporację da się oswoić?

Pociąg zrezygnowania pędząc do stacji podwyżka przez stacje pochwała szefa i opieprz od menadżera, wykoleił się na rogu cięcia kadrowe i ocena pracownicza i uderzył w stację rata kredytu zanim zakończył trasę na dworcu Miasteczko Wilanów. Wszelkie uwagi prosimy przesyłać na adres nigdynie@zostanieszpartnerem.pl Miłej podróży!

Nie jestem rodowitą warszawianką, ale mieszkam w stolicy. Jestem tzw wekiem – to taki słoik, pochodzący z miejsca odległego bardziej niż 100 kilometrów. Do Warszawy przybyłam w celach zawodowych. Moja przeszłość jest NGO-sowa, teraźniejszość start-up’owa. Z korporacją, a konkretnie z dużą organizacją międzynarodową zaliczyłam krótki, choć całkiem przyjemny i udany, flirt. Trudno mi wypowiadać prawdy objawione o walorach i niedostatkach posiadania magnetycznego badga, który otwiera wszystkie szklane drzwi na trzydziestym piętrze wieżowca, ale obcuje z podobnymi instytucjami oraz z ich pracownikami, co pozwoliło mi wykształcić własną opinię.

Korporacja wtula mocno w swoje ramiona i daje komfort (w postaci ubezpieczenia i pakietu zdrowotnego), atrakcje (w postaci karty na siłownie) i kilka obietnic (rozwoju, awansu, złotych kajdanek). Godziny pracy są różne i trochę jak na roli, zmieniają się sezonowo. Kadra rotuje, można nieźle trafić. Atmosfera natomiast to wypadkowa wszystkich wymienionych do tej pory czynników. Korporacja lula w swoich ramionach i usypia czujność.

Korpo to nadopiekuńcza matka, która nauczy się podstaw życia, ale jeśli nie pozwoli Ci rosnąć razem ze sobą, to upośledzi Cię na lata. Tyle, że korpo w przeciwieństwie do oddanej rodzicielki ma to do siebie, że jeśli się nie ogarniesz i nie będziesz wyciągał od niej wszystkiego, czego chcesz, to ona pozbędzie się Ciebie. Ona Cię nie kocha i dla niej jesteś zastępowalny. Jeśli żuczek zaśpi, to ona wyssie z żuka soki witalne i zabierze mu bagda, zakres obowiązków i chęć do życia.

Jeszcze jedno, choć widzę ich ogromną użyteczność ekonomiczną i społeczną, to za wyspę na Pacyfiku nie jestem w stanie pojąć wszechogarniającej podniety z posiadania magnetycznego badga czy pompowanego prestiżu wynikającego z musu dostosowania się do granatowo-białego dresscodu. Jeśli wyższość człowieka nad człowiekiem ma wynikać z tego, że daje managerowi wymuszać targety i asapy i donosi na kolegów z pionu obok, to jest to najzwyklejsze odczłowieczanie i z życiem na poziomie nie ma nic wspólnego. Korporacja korporacji nierówna, ale wiele stwarza ludziom warunki, w których uaktywniają się ich najnikczemniejsze geny. Zniechęceni powtarzalnością czynności, pracownicy kompletnie przestają szukać poczucia sensu życia i hibernują mózgi w swoich ściśniętych stresem czaszkach. Osobiście nie znam nikogo, kto mówi, że chce spędzić całe swoje życie w tego typu instytucji. A to już o czymś świadczy.

Wniosek jest prosty. Traktuj korporację tak, jak ona Ciebie. Uczcie się siebie wzajemnie, zarabiajcie na sobie (po to jesteście), korzystajcie ze swoich możliwości, ale bądźcie zawsze gotowi na drastyczne rozstanie bez łez.

Peace!

P.S. Lifehack dla niewtajemniczonych: koszt druku atrybutu prestiżu czyli wizytówki to kilkadziesiąt pe-el-enów, a można sobie na nich napisać nawet „Princess Sissi” albo „Sex Instruktor”. Wcale nie trzeba należeć do sekty konsultingowej, żeby móc kolegom na wsi zaimponować, że jest się super ważną mrowiskową mrówką.

Brak komentarzy

Leave a comment

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

You may use these HTML tags and attributes: <a href="" title=""> <abbr title=""> <acronym title=""> <b> <blockquote cite=""> <cite> <code> <del datetime=""> <em> <i> <q cite=""> <s> <strike> <strong>