photo-1444807016527-23eae0a4b246

Weź się obraź

Na własnym i innych przykładzie zauważam, że bardzo łatwo jest nadepnąć komuś na odcisk, zajść mu za skórę albo złapać się z kimś za łeb i tak się trzymać w nieskończoność. Cena niewielka: zszarpane nerwy, siwe włosy i niekończący się labirynt myśli (tj. wewnętrzny dialog z samym sobą i fantazjowanie jak to komuś dopieczemy ciętą riposta aż mu w pięty, albo nawet w kolana pójdzie). Długo tak możecie?

Ja długo!

Świętych nie ma nawet w PiSie, wszyscy czasami wkraczamy na ścieżkę wojenną. Konflikty niczym kupa towarzyszyły nam od zawsze i zdarzają się codziennie. Gramy sobie w tą grę i w kółko powtarzamy swoje zachowania jak zdarta płyta aż utrą się do dobrze nam znanych wzorców. Kręcimy się jak smród po gaciach, ale przynajmniej życie nie zaskakuje…

W tym wszystkim zero refleksji skąd się właściwie konflikty biorą?

Fak, nie mamy się przecież za kompletnych oszołomów, więc powinno być nas stać na kilka minut refleksji. Dłużej zastanawiamy się nad nowym kolorem włosów Kim Kardashian i nad tym, w jaki wzór układają się rozstępy na jej sztucznym tyłku, niż nad tym dlaczego gównoburza to nasz naturalny stan. Tymczasem nasze relacje z innymi to fundament naszej egzystencji, więc nie miejmy tego w tyłku (kardashionowym).

Odnoszę wrażenie, że najczęstsza przyczyną konfliktów są oczekiwaniu obu stron, które niemal zawsze są zbiorami rozłącznymi. Nie wspomnę o kłótniach o podłożu intymnym, bo to jest istne pole minowe. W dziewięciu na dziesięć sytuacjach okazuje się, że zainteresowani mieli zupełnie inne plany względem siebie i temat „wykrzacza” się po miesiącu. „Mijamy się, mijamy siebie” wyśpiewywał znany polski bard na festiwalach. Proste.

Spójrzmy jednak na te pozornie prostsze relacje: przyjacielskie, zawodowe czy zwykłe znajomości. Warto już na wstępie zapytać się siebie „kim jesteśmy i dokąd zmierzamy?”. Jeśli nie wiesz sam(a) na czym Ci zależy, to druga strona już tym bardziej nie wyczyta takich informacji z naszego kartoflanego zachmurzonego nieba. Wątpliwe zatem, że dogadacie się na dłuższa metę. Bądź jednak pewny, że rachunek zapłacicie: nerwy, obgadywanki, wspomniane labirynty myśli. Szkoda czasu.

Najlepsze co można zrobić, to do naszej perspektywy dodać przemyślenie o czyichś potencjalnych zamiarach. Nie chodzi od razu, żeby pisać smsa „musimy porozmawiać”, bo to daje gwarancję, że weźmie nas za szpaka. Wystarczy zapytać siebie i wziąć pod uwagę różne scenariusze. To trochę jak położenie sobie materaca na asfalcie w miejscu, w które wiesz, że zaraz przysmarujesz ryjkiem. Polisa od rozczarowań, nakręcania się i tracenia czasu.

Wiadoma sprawa, że tam gdzie emocje biorą górę trudno nagle na rzeczową analizę, ale trening czyni mistrza. Warto poćwiczyć. Jeśli nie dla siebie, to dla innych, bo skłóceni ludzie w obrębie jednego kręgu towarzyskiego to ból dupy największy z możliwych.

Peace!

Brak komentarzy

Leave a comment

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

You may use these HTML tags and attributes: <a href="" title=""> <abbr title=""> <acronym title=""> <b> <blockquote cite=""> <cite> <code> <del datetime=""> <em> <i> <q cite=""> <s> <strike> <strong>